TRAGICZNOŚĆ WoT na tle innych bohaterów mitologicznych
Дата: 22.11.2016 17:48:12
hary76, on 22 November 2016 - 04:33 PM, said: Ja szanuje wszystkich i jestem osoba bardzo tolerancyjną.Ale
co zrobić,kiedy wczoraj gramy prochorowke w plutku .Czołgi
gina na zielonym.Zal towarzyszy.A tu patrzymy a niebieski kolo
kampe wali na koncu mapy za artami i sobie urządza
snajperiade na naszej krwawicy. Delikatnie koledze w isie 3
zwróciłem uwagę, niech zaobserwuje co robi nasz jedyny
spoter. Po 60 sek koledze puściły juz nerwy z nieparlamentarnym
językiem.Zginęło tyle kompanów walcząc ramie w ramie ,żeby
jeden niebieski noob kręcił sobie kolorek na naszej krwawicy. Ze
względu na drastyczność zdarzeń nie pokaże filmu. Ps.I choć nigdy w
grze nikomu na 50k bitew nie zrobiłem specjalnie krzywdy.To jak
jeszcze raz zobaczę coś takiego to osobiście zrobię TK. W
grze powinno być jasno powiedziane i jasno powinno być
egzekwowane.Samosądy,TK(niebieskie już fiolety w artach, zniszczyli
prawie cały swój zespół),Wypychanie,Blokowanie ,Unikanie walki
np.light na końcu mapy gra za artami,Bot.I krótko Ban na minimum 7
dni za niesportowe zachowanie.A my mamy wspaniały system
raportowaniaFalathi:
HoHoLK44, on 22 November 2016 - 04:40 PM, said: A to że ten fiolet ma 60+ % zwycięstw to zapewne spisek? Sorry
harry ale to się kupy nie trzyma.Falathi: Ja bym powiedział tak: są niebiescy/fioletowi którzy
grają w pierwszym rzędzie pod staty. Tacy kolesie będą mieć gdzieś
team, ważne, żeby kto inny zbierał buły i świecił cele gdy oni
nabijają dmg.
Są też i tacy niebiescy/fioletowi gracze którzy po prostu robią swoje i przy okazji są w stanie pociągnąc drużynę lub wyciągnąć bitwę. Jak by to powiedzieć, tak jak w przypadku graczy słabych czy przeciętnych mamy najróżniejszych ludzi tak samo nie każdy niebieski/fiolet jest taki sam, nawet jeśli ich całkowita pula jest znacznie mniejsza. EDIT PS
@Straszny_cienias:
Znam dwa przypadki ludzi, którzy grają w WoT dla przyjemności i mają mocno przeciętne wyniki i kompletnie się tym nie przejmują. Z tym, że obaj to ludzie w średnim wieku, należący do mocno wyższej klasy średniej ( jeden to dziennikarz i jeśli oglądasz TV to prawdopodobnie widziałeś go na wizji kilka razy ), drugi to założyciel dość sporej kancelarii prawnej. Obaj lubią historię, okres II wojny i możliwość odstresowania się po robocie przy czym uważają, że ciśnięcie na wynik w gierce internetowej świadczy o bardzo kiepskim doborze priorytetów życiowych. Oczywscie - daleko nie każdy, kto gra dla przyjemności robi to, bo szkoda mu czasy gdy odnosi wielkie sukcesy w życiu zawodowym, ale takie przypadki się trafiają.
Są też i tacy niebiescy/fioletowi gracze którzy po prostu robią swoje i przy okazji są w stanie pociągnąc drużynę lub wyciągnąć bitwę. Jak by to powiedzieć, tak jak w przypadku graczy słabych czy przeciętnych mamy najróżniejszych ludzi tak samo nie każdy niebieski/fiolet jest taki sam, nawet jeśli ich całkowita pula jest znacznie mniejsza. EDIT PS
@Straszny_cienias:
Znam dwa przypadki ludzi, którzy grają w WoT dla przyjemności i mają mocno przeciętne wyniki i kompletnie się tym nie przejmują. Z tym, że obaj to ludzie w średnim wieku, należący do mocno wyższej klasy średniej ( jeden to dziennikarz i jeśli oglądasz TV to prawdopodobnie widziałeś go na wizji kilka razy ), drugi to założyciel dość sporej kancelarii prawnej. Obaj lubią historię, okres II wojny i możliwość odstresowania się po robocie przy czym uważają, że ciśnięcie na wynik w gierce internetowej świadczy o bardzo kiepskim doborze priorytetów życiowych. Oczywscie - daleko nie każdy, kto gra dla przyjemności robi to, bo szkoda mu czasy gdy odnosi wielkie sukcesy w życiu zawodowym, ale takie przypadki się trafiają.
Block Quote zawsze powtarzałem i żałuję, że zgubiłem linka do mojej odpowiedzi sprzed roku czy dwóch. Jak się w coś gra, to z czego jest przyjemność? Z dostawania wpier***lu? Ktoś uczy się grać w kręgle albo w bilarda, to na początku, pierwsze kilkadziesiąt gier to fascynacja, nowość i przyjemność z samej gry. Ale potem to mija i przyjemność odczuwa się z tego, że widać dobre wyniki, albo choćby progres. Widziałeś kiedyś boksera, który lubi boks, a ciągle i z każdym przegrywa? Ciągle go leją po mordzie, ale on tak "for fun" idzie znów gębę na obicie wystawić? Bajki, jakoby "wynik miał drugorzędne znaczenie" to głodne kawałki wciskane dzieciom na szkolnych zawodach. Mówi się im wtedy "Liczy się udział, nie wynik", żeby już nie płakał. Na prawdę trzeba dużej dozy dobrej woli, żeby nie dostrzec, że to "for fun" to nic innego, jak maska, pod którą słabi gracze ukrywają frustrację spowodowaną swoimi miernymi wynikami.
Falathi:
TRAGICZNOŚĆ WoT na tle innych bohaterów mitologicznych














