Реклама | Adv
  • Rotator
  • Rotator
  • Rotator
  • Rotator
  • Rotator
  • Rotator
  • Rotator
  • Rotator
  • Rotator
  • Rotator
  • Rotator
  • Rotator
  • Rotator
  • Rotator
Сообщения форума
Реклама | Adv

Książkę czytam - polecam, albo i nie

Дата: 01.01.2019 13:37:22
View Postfailsafe_db, on 30 December 2018 - 11:35 AM, said:   Tak, kojarzę to o czym piszesz - kwestia zaopatrzenia to był poważniejszy problem niż jakość czołgów, o czym zapomina wielu "znawców" tematu. Gdzieś wyczytałem, że na każdy dostarczony na front - już w okolicy Market-Garden - litr paliwa zużywano co najmniej pięć litrów, czyli na każde "zużyte" sześć litrów jedynie jeden litr trafiał do ciągników artyleryjskich, czołgów ect. Co do wiania Niemców - tak i nie, tu jednak wszystko zależy od okresu, bo wbrew pozorom wyłamanie się z Normandii nie było spacerkiem po plaży, o ile dobrze pamiętam było wtedy kilka operacji - bodaj Cobra, Goodwood i co tam jeszcze (mogę coś źle pamiętać, sorrki) i każda z nich wymagała naprawdę sporo wysiłku by w ten lub inny sposób zrealizować cele. Potem było łatwiej - do Market Garden - potem znowu trudniej, potem łatwiej ect.

Falathi:   Owszem - Niemcy walczyloi bardzo twardo, żeby w miarę możliwości zatrzymać Aliantów w Normandii. Wiadomo, że na dłuższą metę nie było to wykonalne, ale wyrwanie się z Normandii zajęło dużo czasu.   

Block Quote Monty był geniuszem au rebour - w zasadzie wiele opinii o nim wskazuje go jako człowieka o wielkich ambicjach i znacznie mniejszych umiejętnościach. Nie raz koncentrował się na konkurowaniu z Amerykanami czy na podgryzaniu innych alianckich dowódców zamiast realizować się na polu bitwy. Ale w sumie to samo piszesz, więc nie będę pomnażał oczywistości ;-). Antwerpia - ciekawa sprawa, w sumie większość opracowań koncentruje się na fakcie zdobycia, osobiście nie kojarzę zbyt szerokiego rozwinięcia problemów "po". Fajnie, że wskazałeś taką informację, to kolejna cegiełka do zrozumienia kwestii drugiej wojny światowej... 

Falathi:   Miałem okazję porozmawiać parę razy w życiu z ludźmi, którzy byli słuchaczami Montyego na jego powojennych wystapieniach, miał ich trochę. Generalnienie byli pod wrażeniem - Monty był mistrzem autopromocji, niewątpliwie DOCENIAŁ rolę zaopatrzenia i logistyki w porównaniu do wielu generałów, ale poza tym nie był geniuszem, za jakiego lubił się uznawać.   

Block Quote Niemcy byli naprawdę niezwykli. Piszę to z perspektywy swojej wiedzy głównie o pierwszej wojnie światowej, która jest moim konikiem. Zdarzyło mi się natrafić na autorów, którzy autentycznie zainteresowali się kwestią czemu Niemcy tak dobrze walczyli w Wielkiej Wojnie i ci autorzy analizowali bliską historię i kwestie społeczno-polityczne szukając w nich uzasadnienia dla twardości niemieckich wojaków. W swoim czasie wielkim szokiem było dla mnie zrozumienie, że pierwsza światowa to nie tylko głupie szarże na karabiny maszynowe, ale i sporo niezłej taktyki, w której odnajdowały się właśnie celowo tworzone małe grupy bojowe, shock-troops - w tym również celowali Niemcy, choć ewolucja taktyki i broni przebiegała wtedy plus minus równolegle. W pewnym sensie okres hitleryzmu to powtórka z rozrywki - postawienie na kult ciała, paradygmat funkcjonowania w różnych zrzeszeniach już na poziomie mikrolokalnym, wiece, obozy, wspólne treningi, wbijanie kultu wodza ect. Niemcy byli wojownikami, którzy wojnę traktowali jako rozwinięcie szeroko rozumianych zabaw, podczas kiedy Anglicy i Amerykanie to narody sklepikarzy - okay, brzmiało to brzydko, ale oczywiście nie chcę obrazić ludzi, którzy nie pragnęli nikogo zabijać, wręcz przeciwnie, po prostu nie mieli przysposobienia do wojny takiego jak Neimcy.

Falathi:   Dla mnie pierwsza wojna światowa to fascynujący konflikt, od początku do końca. Począwszy od pytania, czy w ogóle musiała wybuchnąć i co do niej doprowadziło, aż do efektów. W pewnym sensie pierwsza pozostaje w cieniu drugiej, a przecież przeorała świat co najmniej tak bardzo, jak druga. W pewnych kwestiach może nawet bardziej. 
Co do taktyki, to masz rację. Potocznie patrzy się na wojnę przez pryzmat okopów i jako idiotyczne szarże na ckmy. Owszem, takich szarż nie brakowało, podobnie jak bardzo niekompetentnych dowódców - jak choćby Luigi Cadorna. Z drugiej strony, mamy przejście od XIX wiecznego stylu wojowania do nowoczesnej wojny manewrowej w czasie ofensywy stu dni.    Jeszcze słówko o Niemcach: to prawda, walczyli bardzo twardo i bardzo umiejętnie. Jednocześnie jednak zastanawia mnie to, jak niesamowicie krótkowzrocznie podchodzili do kwestii strategicznych, na najwyższym szczeblu. O katastrofie na Zachodzie w 1918 właściwie przesądziło przystąpienie do wojny USA - tych samych USA, których potencjalne dołączenie do wojny uznano za nieistotny czynnnik, gdy podejmowano decyzję o rozpoczęciu nieograniczonej wojny podwodnej. To, jak Tirpitz wymyślił sobie koncepcję Hochseeflotte kompletnie ignorując to, jak najprawdopodobniej zareagują Brytyjczycy biorąc pod uwagę ich doktrynę też jest niezłe. Ludendorff poparł pomysł podrzucenia Lenina do Rosji, żeby wyłączyć ją z wojny i potem był wielce zdziwiony, że hasła o pokoju zaczynają przenikać z Rosji do Rzeszy, podminowując z kolei morale w kraju. To, jak Bethmann-Hollweg był zaskoczony, że Anglia zareagowała wypowiedzeniem wojny na niemieckie wejście do Belgii... i tak dalej, i tak dalej. Zresztą, takich samobójów było więcej ale Niemcy z jakiegoś powodu popełniali je twardo do końca wojny. 

PS Honorowa wzmianka: Von Papen. W czasie wojny to był oficer względnie niskiego szczebla, ale to co wyprawiał jako attache w Stanach to była jakaś komedia.          

Реклама | Adv