Książkę czytam - polecam, albo i nie
Дата: 11.12.2018 18:03:00
failsafe_db, on 10 December 2018 - 12:01 PM, said: czyli raczej polityka niż taktyka, pewnie coś pokroju
Dieppe. Notabene - o czym się rzadko wspomina - RAF stracił
kontrolę w powietrzu nad Dieppe, choć oryginalnie miał nie dać
szans niemieckim maszynom. A może lepszą analogią byłyby Dardanelle
z Pierwszej Wojny Światowej. Inna rzecz, że jeśli przeciwnik idzie
w rozsypkę to zazwyczaj jest to dobry moment by uderzyć jeszcze
mocniej, w pewnym więc sensie taka ambitna operacja mogła
przyśpieszyć rozwój wydarzeń na froncie zachodnim. Falathi: Owszem. Rozpisując to dokładniej: okres sierpnia -
września to głęboki odwrót armii niemieckiej przy stosunkowo niskim
natężeniu walk i oznakach świadczących o sypiącym się morale, a
marsz aliantów spowalniały bardziej problemy z zaopatrzeniem
wskutek rozciągnięcia linii zaopatrzeniowych aż z Normandii i braku
kontroli nad portami atlantyckimi, niż działania Niemców. W
tej sytuacji Alianci założyli trochę zbyt optymistycznie że można
by skoncentrować siły do jakiejś większej operacji ofensywnej,
która pozwoliłaby przekroczyć Ren ponieważ Niemcy nie będą stawiać
zbyt twardego oporu. Z kolei przekroczenie Renu oznaczałoby - znów
myślenie życzeniowe - szybkie wejście w głąb Niemiec i zakończenie
wojny być może jeszcze w 1944. Nadto, dowódcy wojsk
powietrznodesantowych bardzo chcieli sprawdzić je ponownie po
Normandii - w ksiązce Beevor opisuje kilka kolejnych planowanych
operacji, które odwoływano z takiego, czy innego powodu, często
dlatego że przestały mieć sens wobec postępów alianckich. W
związku z tym, gdy pojawił się pomysł przekroczenia Renu zaczęto
bardzo szybko i bardzo optymistycznie planować operację w której
można by i pokazać siłę oddziałów p-des, i wykazać się Brytyjczykom
( przepychanki między Pattonem i Montym w sytuacji, gdy można było
zorganizować zaopatrzenie dla ataku na jednym odcinku frontu, ale
nie obu ) i jeszcze przyspieszyć zakończenie wojny. Jeśli dobrze
kojarzę - właściwe planowanie Market Garden to był zaledwie tydzień
i większość planistów poza gen. Sosabowskim wykazywała się raczej
urzędowym optymizmem.
Block Quote Tu się nie do końca z Tobą zgodzę. Owszem, komunikacja na pewno nawaliła, co widać, ale przeskoczmy w czasie o parę dekad. Nawet dzisiaj okazuje się, że lotnictwo nie wygrywa wojen ani nawet bitew jeśli jest wsparciem dla odpowiednio mocnych działań na lądzie. Odpowiednio zmotywowany przeciwnik potrafi oszukać lotnictwo, wykorzystać pogodę, teren ect. Dodajmy, że niewiele później alianci dali się oszukać po raz kolejny - w Ardenach. Pomijam już samą bitwę, która trwała dość krótko i jej najbardziej dramatyczny etap przypadł na okres bardzo kiepskiej pogody, która uziemiła samoloty, ale mimo dobrego rozpoznania w powietrzu Alianci przegapili ogrom przygotowań do przeprowadzenia ofensywy (a mówimy tu prawie o milionie żołnierzy i grubo ponad tysiącu czołgów, plus - oczywiście - tysiącach ciężarówek i wagonów kolejowych).
Falathi: Już tłumaczę. Problemy z komunikacją oznaczały między
innymi, że nie można było wskazać własnych pozycji, nie można było
też wezwać wsparcia tam, gdzie akurat było potrzebne. Wreszcie, nie
można było liczyć na zaopatrzenie z powietrza. Samo lotnictwo
wojen nie wygrywa, ale bliskie wsparcie potrafi po pierwsze wykryć
przeciwnika, po drugie ograniczyć jego ruchy, po trzecie -
zdezorganizować jego zaopatrzenie i każda tego rodzaju pomoc jest
cenna. To zresztą podobna sytuacja do tej w Normanii - lotnictwo
alianckie nie zniszczyło wielu czołgów i pojazdów opancerzonych,
ale zmuszało do obrony przed atakami, co spowalniało ruchy
jednostek, bardzo ograniczało możliwość zaskoczenia przeciwnika i
dość boleśnie uderzało w zaopatrzenie, ograniczając możliwość
manewru. W Ardenach alianci dali się zaskoczyć z kilku
powodów - z tego, co pamiętam na szybko: Niemcy ześrodkowali siły
na własnym terenie, zastosowali totalną ciszę radiową, wykorzystali
pogodę ograniczającą możliwości zwiadu powietrznego a do tego
Alianci nie sądzili że jednostki, które wykorzystano w operacji
odzyskały zdolność bojową. Zresztą, początkowy sukces operacji był
spowodowany także tym, że pogoda w ogóle uniemożliwiła użycie
lotnictwa - ale gdy pogoda się poprawiła, lotnictwo wkroczyło do
akcji.
Block Quote Ciekawi mnie jeszcze jeden aspekt - uwzględniając, że znaczna część działań była prowadzona w terenie zurbanizowanym, a tym samym walka toczona była z bliska lub nawet ekstremalnie bliska, jak planiści alianccy widzieli temat wsparcia lotnictwa w warunkach close combat. Komunikacja to jedno, ale drugą rzeczą jest np. precyzja. Jak atakować by nie trafiać własnych żołnierzy? Atakować tylko poza bezpośrednim obszarem działań? Niszczyć posiłki wroga? A jeśli już czołgi jakoś - chociażby nocami - przedostaną się do punktu starcia, to co wtedy? Nie jest moim celem udawanie, że ja to wiem, wręcz przeciwnie, tak jak napisałem, ciekawi mnie to w zakresie planowania i tworzenia koncepcji. Bo przecież musieli to uwzględnic, prawda?
Falathi:
Z tego, co czytałem - ale nie u Beevora: zasadniczo unikano wsparcia ogniem jednostek na pierwszej linii jeśli istniało duże ryzyko trafienia własnych żołnierzy. Starano się atakować jednostki położone nieco dalej - np. jednostki szykujące się do ataku, organizujące na drugiej linii et c. Dobrym celem mogła też być artyleria, o ile udało się wykryć jej położenie, kolumny zaopatrzeniowe itp. Czasami wykorzystywano lotnictwo do wsparcia bezpośredniego polegającego na atakowaniu umocnionych punktów obrony - np. jakiegoś bunkra, stanowiska artyleryjskiego, obsadzonej linii okopów itp. - jest to zresztą taktyka, którą w 1940 NIemcy stosowali bardzo skutecznie w czasie walk we Francji. Co do czołgów - cenniejszym celem było raczej zaopatrzenie lub pociągi. Chodzi o to, że skuteczność lotnictwa w atakowaniu pojedynczych czołgów była wątpliwa - celność zarówno rakiet, jak i bomb była mocno ograniczona w takim ataku i bezpośrednie trafienia były b. rzadkie. Jak dowiedziałem się jakiś czas temu na Zachodzie np. większym problemem było ostrzeliwanie czołgów z kaemów 12,7 ponieważ przy ostrzale z lotu koszącego istniała spora szansa, że pociski lub ich odłamki uszkodzą wentylatory przedziału silnikowego. Czołgu to nie zniszczy - ale ograniczy mobilność no i musisz stracić czas na wymianę uszkodzonych elementów. Pociągi i zaopatrzenie były cenniejszym celem, ponieważ po pierwsze - dużo łatwiej je trafić, po drugie na ogół nie były opancerzone, po trzecie dla przeciwnika utrata pociągu z zaopatrzeniem, czy nawet zablokowanie torów przez zniszczony pociąg było często większym problemem niż utrata kilku czołgów.
Z tego, co czytałem - ale nie u Beevora: zasadniczo unikano wsparcia ogniem jednostek na pierwszej linii jeśli istniało duże ryzyko trafienia własnych żołnierzy. Starano się atakować jednostki położone nieco dalej - np. jednostki szykujące się do ataku, organizujące na drugiej linii et c. Dobrym celem mogła też być artyleria, o ile udało się wykryć jej położenie, kolumny zaopatrzeniowe itp. Czasami wykorzystywano lotnictwo do wsparcia bezpośredniego polegającego na atakowaniu umocnionych punktów obrony - np. jakiegoś bunkra, stanowiska artyleryjskiego, obsadzonej linii okopów itp. - jest to zresztą taktyka, którą w 1940 NIemcy stosowali bardzo skutecznie w czasie walk we Francji. Co do czołgów - cenniejszym celem było raczej zaopatrzenie lub pociągi. Chodzi o to, że skuteczność lotnictwa w atakowaniu pojedynczych czołgów była wątpliwa - celność zarówno rakiet, jak i bomb była mocno ograniczona w takim ataku i bezpośrednie trafienia były b. rzadkie. Jak dowiedziałem się jakiś czas temu na Zachodzie np. większym problemem było ostrzeliwanie czołgów z kaemów 12,7 ponieważ przy ostrzale z lotu koszącego istniała spora szansa, że pociski lub ich odłamki uszkodzą wentylatory przedziału silnikowego. Czołgu to nie zniszczy - ale ograniczy mobilność no i musisz stracić czas na wymianę uszkodzonych elementów. Pociągi i zaopatrzenie były cenniejszym celem, ponieważ po pierwsze - dużo łatwiej je trafić, po drugie na ogół nie były opancerzone, po trzecie dla przeciwnika utrata pociągu z zaopatrzeniem, czy nawet zablokowanie torów przez zniszczony pociąg było często większym problemem niż utrata kilku czołgów.
Książkę czytam - polecam, albo i nie














